(Recenzja filmu „Jestem mordercą”).
Maciej Pieprzyca stworzył wciągający portret człowieka, którego przerasta sytuacja, w jakiej zostaje postawiony, opierając się na wydarzeniach, które wstrząsnęły Polską Rzeczpospolitą Ludową w latach 60. (sprawa tzw. wampira z Zagłębia).
Młody, świetnie rokujący porucznik (Mirosław Haniszewski) dostaje od przełożonych „prezent”. Już nawet nie kukułcze jajo, ale takie cuchnące siarkowodorem na kilometr. Mimo obaw i złości nie rwie jednak włosów z głowy. Przy wtórze turkotu pociągu, który dyryguje orkiestrą szafek i utensyliów kuchennych w jego mieszkaniu, sącząc mocno przesłodzoną herbatę ze szklanki w nieśmiertelnym metalowym koszyczku i przypalając jednego papierosa od drugiego zgłębia śledztwo z pasją, wytrwałością i świeżością młodego psa gończego.
Zaprzęga do pomocy najtęższe umysły tamtych lat – profesora zza żelaznej kurtyny („bo w Związku Radzieckim nie ma seryjnych morderców”) i rodzimą Odrę (nie, nie rzekę bynajmniej, choć jego wysiłki zdają się być pracami w stajniach i oborach Augiasza, zrzuconymi na barki zwykłego śmiertelnika). Czy robi postępy? Tak. Czy idzie dobrą drogą? No właśnie…

Wszystko zaczyna się dla niego w momencie, gdy ofiarą zostaje bratanica Pierwszego Sekretarza, a kończy – tak naprawdę chyba ostatnim anonimem…
Ewolucja (czy może dosadniej – degeneracja) głównego bohatera przebiega wielotorowo. Psychicznie i fizycznie (siwizna, wódka, romans). W pracy, w domu, w towarzystwie. Początkowe radość i tryumf zaczynają tonąć we mgle coraz to nowych wątpliwości (kwestia poszlak i dowodów tak doskonale ujęta w dwóch obrazujących wszystko scenach). Dochodzą do tego targające bohaterem niepewność, strach, wstyd, bezowocna walka z samym sobą…

Nie chłodna bynajmniej przyjaźń z podejrzanym (genialny Arkadiusz Jakubik), owiana aromatem swojskiej kiełbasy, jedzonej wprost z gazety, i prawdziwego świątecznego makowca, wykwitła wśród papierosowego dymu i rozmów o dzieciach, kończy się z powodu tchórzostwa. Nie aresztowanego jednak. Początkowo pyskaty, kpiący z wymiaru sprawiedliwości awanturnik, bijający żonę i latorośl oraz wzorowy obywatel, dobry człowiek i przykładny mąż i ojciec, zamieniają się rolami. Dr Jekyll i Mr Hyde w dwóch osobach. Transformacja niby subtelna, nie zawsze jednoliniowa, ale wyraźnie zauważalna. Tyleż tragiczna, co doskonała. Dobry ojciec zrobi wszystko, by chronić dzieci. Nawet kosztem własnego życia. A nie każdy ma tyle odwagi. Ba – prawie nikt!…

Rozpad następuje powoli, ale nieubłaganie. Drobne gesty, które mają naprawić nienaprawialne (paszport za porażające wykorzystanie bliskiej
kobiety) są zaledwie ochłapami rzucanymi samemu sobie w celu ratowania godności…

To nie siermiężny, „szary” PRL. To feeria barw, faktur, kształtów, wzorów. To karuzela zmysłowych wrażeń, na której kręci się, wciąż szybciej i szybciej, główny bohater. Do tego dowcip, raz subtelny, raz rubaszny, innym razem zaś czarny czy wręcz gorzki, przewija się przez cały film, odbierając mu (na szczęście) cech patosu. I zdjęcia. Zdjęcia, które pamięta się długo, kiedy już wiesz, że widok klamki może być potwornym obrazem…

Popisowa rola Agaty Kuleszy, która tak brzydka na ekranie nie była chyba nigdy, a nie można od niej wzroku oderwać! (Scena z kawą to wręcz perwersyjna przyjemność). Świetnie zagrany przyjaciel i współpracownik (Michał Żurawski) – facet z krwi i kości, który święty nie jest, ale beczkę soli z tobą zje. Żona (Magdalena Popławska), która – nie będąc żadną femme fatale – tak naprawdę jest skarbem, upragnionym Graalem. I Młody (Tomasz Włosok) – aż miło patrzeć. Od początku do końca.

O czym przypomina nam reżyser? O tym, że odpowiedzialność za własne wybory przychodzi zawsze. Ze decyzje raz podjęte da się zmienić, ale mogą to zrobić tylko najsilniejsi. Że zbyt łatwo przyzwyczaić się do pozornie dobrego i zbyt trudno z tego zrezygnować, gdy już „być” zamieniło się na „mieć”.

Komu? Fanom Kuleszy, Jakubika i PRL-u. Ludziom, którzy chłoną sztukę wszystkim zmysłami, bo tu kolor, ruch i bezruch, dźwięk i cisza grają ważką rolę. Tym, którzy się wahają – by przekonali się, że można zdobyć wszystko, lecz zostać z niczym i być zwyczajnym, lecz szczęśliwym „szarym człowiekiem” – bo tak naprawdę nie liczy się to, co myślą o nas inni, tylko to, co sami o sobie wiemy.
Naprawdę dobre kino. Must see każdego kinomaniaka.

Metryczka:
Reżyseria: Maciej Pieprzyca
Tytuł: „Jestem mordercą”
Język oryginału: polski
Kraj produkcji: Polska
Scenariusz: Maciej Pieprzyca (na podstawie historii tzw. wampira z Zagłębia z lat 60.)
Obsada: Mirosław Haniszewski (Janusz Jasiński), Magdalena Popławska (Teresa Jasińska), Arkadiusz Jakubik (Wiesław Kalicki), Agata Kulesza (Lidia Kalicka), Tomasz Włosok (Milicjant Roman Mazur), Michał Żurawski (Milicjant Marek), Piotr Adamczyk (Major Aleksander Stępski), Karolina Staniec (Fryzjerka Anka).
Muzyka: Bartosz Chajdecki
Zdjęcia: Paweł Dyllus
Produkcja: Renata Czarnkowska-Listoś, Maria Gołoś
Premiera polska: 4 listopada 2016 roku
Premiera światowa: 19 września 2016 roku
Czas trwania: 107 min

Ocena: 4,5/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *