(Artykuł inspirowany książką „Wszystko, czego pragnęliśmy” Emily Griffin).

 

W „Słowniku języka polskiego” Wydawnictwa Naukowego PWN pod hasłem „hejt” przeczytać możemy, że to „rzeczownik, rodzaj męskorzeczowy” oznaczający „obraźliwy lub pełen agresji komentarz zamieszczony w Internecie”, tudzież wręcz „działanie w Internecie przejawiające złość, wrogość, nienawiść wobec kogoś”. Wyrazami pokrewnymi są rzeczowniki „hejter”, „hejterka”, „hejtowanie”, czasownik „hejtować” i przymiotnik „hejterski”.

 

 

 

 

 

 

Something Blue”*

Etymologia tego neologizmu jest jednak znacznie poważniejsza niż jego polskie znaczenie. To angielskie słowo „hate”, oznaczające „nienawiść”, „nienawidzić”. A nienawiść (zwana przecież bliźniaczą siostrą miłości) jest przecież jednym z najsilniejszych uczuć znanych człowiekowi.

Skąd wśród ludzkości, której wszystkie chyba religie i systemy filozoficzne cenią cnoty i przymioty ducha, tyle zła? Dlaczego – im bardziej postępująca ewolucja, rozwój, samoświadomość, tym większy pęd do… samozagłady? Czymże bowiem jest hejt, jak nie niszczeniem w niezwykle perfidny, porażający i zbyt często bezkarny sposób własnego gatunku?…

Choć – pozornie patrząc – to przecież niby nic takiego, prawda? W końcu ludzie – w pędzie rzeczywistości, w nienawiści do poniedziałków, w codziennej szarzyźnie – często strzelają modne obecnie „fochy”, obrażają innych, obrażają się na innych, bywają burkliwi, niegrzeczni, wręcz agresywni. Takie zachowania widać na co dzień – w kolejce w niejednym markecie, na stacji benzynowej, w korku miejskim, w restauracji, na meczu. O każdej porze dnia i nocy. W każdym środowisku. Publicznie. Prywatnie. Wszędzie. Zawsze.

„Hejt” to zresztą tak „modne” obecnie słowo. Choć już sam hejt to nie tylko słowa. To również zdjęcia, grafiki (niezwykle popularne obecnie memy czy gify) oraz filmy. I o ile „pióro rani bardziej od miecza” (bo miecz rani tylko ciało, zaś pióro – tu słowo właśnie – duszę), to powszechnie wiadomo, że „jeden obraz jest jak tysiąc słów”.

 

„Where We Belong”*

 

Kto może paść ofiara hejtu? Każdy. Absolutnie każdy.

Nieważne, jak piękny, wykształcony, dobry, bogaty, podziwiany to człowiek. Nieważne, że do wszystkiego, co ma, doszedł własną ciężką pracą, dzięki uporowi, talentom, ćwiczeniom, wierze, zdolnościom. Tu nic nie jest ważne. Hejt działa w myśl zasady „dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf”. Hejt nie zna granic – wyśmiewa jednako wady i zalety. Piętnuje umiejętności i talenty oraz ich brak, urodę i figurę oraz jej niedobór, dobre pochodzenie, dobre wychowanie, dobre wykształcenie, działalność charytatywną, pracowitość, szczęście, odwagę, przebiegłość, spryt oraz… to, że ich nie ma.

„Typowa amerykańska dziewczyna” – Taylor Swift – jest jednocześnie wszechstronnie wykształconą i niezwykle pracowitą wokalistką, autorką tekstów, kompozytorką, aktorką i znaną filantropką. Skromna, grzeczna, kulturalna, stroniąca od skandali gwiazda nagrała w 2014 roku piosenkę „Shake it off”, dedykowaną „swoim przeciwnikom”. W wywiadzie dla „Rolling Stone”** podsumowała: „Każda część mojego życia poddawana jest nieustannej wiwisekcji: moje wybory, moje czyny, moje słowa, moje ciało, mój styl, moja muzyka. (…) Mam wrażenie, że moim sposobem na radzenie sobie z tym jest po prostu otrząśnięcie się z tych ocen – żeby spłynęło to po mnie jak woda po kaczce”.

 

 

Kto może zostać hejterem? Każdy. Tak, każdy.
Bo hejt to nie tylko ciągłe inwektywy, negatywne oceny, wylewanie z siebie żółci, kompleksów czy nieumiejętność wypowiedzenia się, spowodowana ubogim słownictwem albo brakach w kindersztubie. To nie tylko potop nienawiści, zawiści, złości, zazdrości. Hejt może być (podobnie jak wszelkie inne rodzaje przemocy) i w białych rękawiczkach. Hejtem może być przekroczenie granicy dobrego smaku, nie rozumienie pojęcia „krytyka”, nadużycie ironii i sarkazmu. Hejterem może być człowiek wykształcony, oczytany, znający zasady współżycia społecznego. Człowiek sukcesu. Człowiek na stanowisku. Człowiek – teoretycznie – spełniony życiowo.

Dlaczego? Bo każda istota ludzka to oddzielny kosmos, oddzielna galaktyka. Mamy różne charaktery, różne wrażliwości, różne „słabe punkty”. Nie mamy za to instrukcji obsługi. Nie mamy znaków stopu, znaków informujących, że w te rejony naszego życia wstęp surowo wzbroniony.

Jak pięknie pisze w cośrodowych felietonach w Vogue’u” Justyna Kopińska w artykule „Wykrzywiona twarz pogardy”***: „Szacunek, otwarcie na ludzi, próba zrozumienia ich życiowych doświadczeń – tego obecnie brakuje. Nie widzę dużej różnicy między publicystą, który na jednej z dziennikarskich imprez mówi o wyborcach PiS zamiennie „kołtuny” i „hołota”, a homofobicznymi wypowiedziami pani poseł Pawłowicz. Dla mnie zlewają się w jedną twarz. Wykrzywioną twarz pogardy”.

 

Kto może się hejtowi przeciwstawić? Również każdy.

Nie tylko w swojej obronie. Nie tylko w wyznaczaniu własnych granic, własnej suwerenności. Także w obronie kogoś, kto ofiara hejtu pada. I nie zawsze muszą to być oficjalne, głośne, pełne zasłużonej chwały czyny. Czasem wystarczy kogoś przytulić, podać rękę. Stanąć obok. W ciszy, wśród huraganu pogardy być komuś wsparcie. Czasem tak niewiele – słowo, gest, obecność znaczą tak wiele.

„By zło zwyciężyło – wystarczy, by dobrzy ludzie nic nie robili”. Nie dajmy się złu. Nie bójmy się. Nie wstydźmy. Bądźmy śmiali. Bądźmy odważni. Bądźmy tacy, jakich chcemy siebie widzieć. Nawet jeśli tą odwagą będzie „tylko” nasza niema obecność przy ofierze, bo więcej – z różnych powodów – nie potrafimy dać. Czasem to „tylko” może być dla kogoś wszystkim.

I może wszystko zmienić.

 

Heart of the Matter”*

 

Jak trudne i aktualne kwestie porusza jeszcze najnowsza (premiera miała miejsce 1 sierpnia tego roku) książka autorki bestsellerów Emily Giffin pod jakże znaczącym tytułem „Wszystko, czego pragnęliśmy”? Mówi o tym, czym w dzisiejszych czasach jest miłość, lojalność, odwaga. Jak odpowiedzialność wygląda naprawdę i czy sukces jest sukcesem, czy jedynie kolejną etykietą, którą w kolekcjonerskim szale zbieramy, nie patrząc na koszta. Mówi o tym, że każdy – także sprawca – może być ofiarą, a ofiara – także ta pozornie lekceważąca hejt – zawsze potwornie cierpi i częstokroć płaci bardzo wysoką cenę za niebycie pozbawionym empatii drapieżnikiem.

Fragment książki, o której sam Harlan Coben pisze: „Przykuwająca uwagę i poruszająca. Emily stawia przed czytelnikiem trudne pytania o lojalność i miłość”, można pobrać tutaj.

 

 

 

Metryczka:

Autor: Emily Giffin
Tytuł: „Wszystko czego pragnęliśmy”
Tytuł oryginału: „All We Ever Wanted”
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Wydanie: I (1 sierpnia 2018 roku)
ISBN: 978-83-7515-517-4
Okładka: miękka
Wymiary: 205 x 136 mm
Ilość stron: 368

 

* Tytuł i wszystkie śródtytuły w poście są tytułami książek Emily Griffin.
** „Rolling Stones”: „Taylor Swift Dismisses the Haters, Dances With Fans for New Song ‘Shake it Off’” (Stan na dzień 7 sierpnia 2018 roku).
***Vogue Polska”: „Wykrzywiona twarz pogardy” (Stan na dzień 7 sierpnia 2018 roku).

 

#ReadGriffin #JaTeżCzytamGiffin #BlogujęNieHejtuję #StopHejt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *