(Recenzja książki „W żywe oczy” JP Delaney)

 

 

 

Prolog będący krajobrazem po bitwie. 106 rozdziałów – a właściwie scen – ujętych w 3 części. Oryginalna konstrukcja – fragmenty swoistych scenariuszy (faktycznych i wyimaginowanych) oraz tłumaczone przez autora wiersze francuskiego barda brzydoty – Charlesa Baudelaire’a – nadające tempo i będące drogowskazami fabuły.
Już ta kompilacja zaciekawia. A potem… potem jest już rollercoaster!

 

 

 

 

„Dwoje aktorów powtarza nawzajem swoje słowa”**

 

Zaczyna się „jak zwykle”. Emigrantka bez pozwolenia na pracę. Talent i marzenie, ale brak pieniędzy. Pokryta bliznami przeszłość i determinacja. Niecodzienna propozycja, rozwiązująca problemy. Wszystkie problemy. Teoretycznie – kolejna robota z gatunku tych, które Claire ma opanowane do perfekcji. W praktyce… nic nie będzie już takie samo. Dosłownie i w przenośni. Dla nikogo.
Tu nic nie jest szablonowe. Nic nie ma zgranego scenariusza. Nic nie jest takie, jak się wydaje. Główna bohaterka i jej życie, zachowanie, problemy, talenty, otoczenie – pozornie jasne, tuzinkowe. Pozornie – historia, jakich wiele. Pozornie. Jej adwersarze, jej sprzymierzeńcy to ludzie, którzy zamieniają się miejscami. Lawirują. Jej rzeczywistość już nawet nie skrzeczy – ona ewoluuje, nagina się w rytm pulsującej krwi i pracującej wyobraźni.
Czy Patrick to niewiarygodnie inteligentny, psychopatyczny, seryjny zabójca, czy po prostu czarujący, ale nieszczęśliwy, introwertyczny profesor? Czy miłość można udawać? Czy zaufanie może być częściowe? Czy wartości są jedynie dobre? Czy każdy potrzebuje kogoś, kto go rozumie? Czy ci najwierniejsi zawsze są najpiękniejsi?

 

„Słowa znaczą to, co chcemy, żeby znaczyły”**

 

Zależnie od momentu lektury ma się wrażenie, że tytuł, hasła reklamowe i opis pasują idealnie lub nijak mają się do całości. Tak właśnie autor igra z czytelnikami, prowadząc z nimi grę nieco tożsamą do tej, która rozgrywa się między dwójką protagonistów. Claire Wright i Patrick Fogler to para, która tak mocno wbije się w pamięć zaangażowanego czytelnika, że zapomnieć jej będzie nie sposób. Nigdy. Są jak Bonnie i Clyde czasów kłamstwa. Są niezapomniani w swej perfekcji, poświęceniu, walce, zapamiętaniu i… swoistym pięknie.

Akcja toczy się błyskawicznie. Pochłania. Wsysa. Podobnie jak postaci. Jak intryga. Plastyczność powieści jest niezwykła. Czujemy jak autor przed naszymi oczami bawi się treścią. Z finezją, doświadczeniem, talentem, doskonałym warsztatem i wszystkim cechami autorów wielkich igra z nami jak z marionetkami. Uzależnia.
Język – prosty, klarowny, niewydumany. Jest tłem dla mrocznej akcji, wciągającej intrygi, zapierających dech w piersiach relacji. Nie przytłacza – podkreśla. Nie odwraca uwagi – pomaga wniknąć w powieść.
Liczne nawiązania do kultury wysokiej i popularnej, metod kształcenia aktorów czy wpływu otoczenia na psychikę człowieka to miks błahych i poważnych znaczeniowo przypraw fabuły. Do tego ukłony i żarciki w stronę uważnego czytelnika, subtelność, ale i klarowność przekazu – czyli wszystko to, czego oczekujemy po powieści niezapomnianej. Takiej jak ta.
Anna Gralak – genialne tłumaczenie genialnego tekstu. Nieczęsto jest tak, że chcemy sięgnąć po książki, nad którymi pracował konkretny tłumacz. A to taki właśnie przypadek. Brawo, Pani Anno! Brawo!

 

„Scenariusz nie jest biblią”**

 

Jak magnes przyciąga również (gdzieżby inaczej!) postać samego autora. Tony Strong (takie jest jego prawdziwe imię i nazwisko) to urodzony w Ugandzie Brytyjczyk. Ukończył filologię angielską na Oxfordzie, następnie – jako copywriter – był autorem wyróżnianych kampanii reklamowych (np. nagrodzonej BAFTĄ akcji społecznej „Sounds” – jednej z niewielu dotyczących narkotyków, które miały wymierne rezultaty). Jednocześnie pracował jako dziennikarz kulinarny – jego artykuły pojawiały się m.in. w „The Sunday Times”, a współpracownikami byli Jamie Ollivere czy Niall Downing. Jakby tego było mało – pod własnym nazwiskiem wydał kilka thrillerów psychologicznych, pod pseudonimem Anthony Capella – powieści obyczajowych, a jako JP Delaney zadebiutował w 2017 roku „Lokatorką” (która od razu stała się światowym bestsellerem).

Dodatkową ciekawostką jest fakt, że ta powieść… już kiedyś powstała! Tak – lata temu JP Delaney (pod innym tytułem i innym nazwiskiem) napisał i wydał książkę o aktorce biorącej udział w tajnej operacji organów ścigania. Potem – wciąż wierząc w pomysł, ale mając świadomość niedociągnięć poprzedniej wersji – napisał wszystko od zera. I choć zamysł i część scen są tożsame – już fabuła, struktura i konstrukcja bohaterów to novum. Novum będące jednym z najlepszych pomysłów człowieka, który całym swoim życiem pokazuje wielowymiarowość, różnorodność zdolności i zainteresowań oraz złożoność natury ludzkiej.

 

„Tekst i podtekst”**

 

Anatomia sztuki, anatomia zła, anatomia ludzkiej duszy. JP Delaney niby wirtuoz rozbiera na atomy istniejący świat, by pokazać jego wnętrze. By odkryć kłębiące się pod powierzchnią mrok, żądze, pragnienia, brud i zło. By udowodnić, że jednowymiarowość nie istnieje. Że każdy ma swoją ciemną stronę, która przerażać może nawet jego samego.
I że tak właśnie wygląda rzeczywistość. Ta bez filtra, bez poprawek. Brzydsza, ale prawdziwsza. Bo nasza.

 

 

 

Metryczka:

Autor: JP Delaney
Tytuł: „W żywe oczy”
Tytuł oryginału: „Believe Me”
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Wydanie: I (5 września 2018 roku)
ISBN: 978-837-515-533-4
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 185 x 137 mm
Ilość stron: 424

 

* Cytat z okładki anglojęzycznego wydania powieści. (Hasła reklamowe i tytuł).
** Cytaty pochodzą z recenzowanej pozycji – książki „W żywe oczy” JP Delaney.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *